Złapali dwa psy, schronisko od razu je uśpiło Drukuj
Wpisany przez Administrator   
sobota, 28 listopada 2009 14:07

alt

Psy piekarza z Milanówka uciekły z podwórka. Złapane na ulicy trafiły do schroniska w Żabiej Woli, gdzie od razu je uśpiono. - To granda! Ja tego nie odpuszczę - mówi właściciel zwierzaków

- Bardzo je kochaliśmy. Były częścią naszej rodziny. Nie mogę się pogodzić z ich stratą - mówi Jarosław Żarkiewicz. Półtoraroczny Ramzes (w połowie labrador) i trzyletni Lucky (mieszaniec haski) od szczeniaków wychowywały się w jego rodzinie.

Nie mogłam ryzykować życia pracowników

Pewnego czerwcowego dnia w zeszłym roku pan Jarosław jak zwykle poszedł rano do piekarni. Gdy wrócił, okazało się, że psy przez otwartą furtkę uciekły na miasto. - Całą rodziną wsiedliśmy na rowery i objechaliśmy całą okolicę. Ale po naszych psiakach nie było śladu - relacjonuje.

Kilka godzin później okazało się, że psy odłowiła straż miejska i zawiozła do schroniska fundacji Emir w Żabiej Woli. Następnego dnia rano pan Żarkiewicz chciał odebrać psy. Zadzwonił do schroniska. - Usłyszałem, że zostały uśpione. Byłem w szoku - wspomina.

Zgodnie z przepisami bardzo agresywne psy, które trafiają do schroniska, powinny przejść 15-dniową kwarantannę. Trzeba się upewnić, czy nie mają wścieklizny i czy kogoś nie pogryzły. W tym przypadku psy uśpiono tego samego dnia.

- To była wyjątkowa sytuacja: psy były bardzo agresywne. Nie podziałały środki uspokajające. Nie mogłam ryzykować życia mojego i moich pracowników. W takich wypadkach stawiam dobro ludzi ponad dobro zwierząt - broni się Krystyna Sroczyńska, szefowa schroniska w Żabiej Woli.

Inne zdanie o psach ma Grażyna Polańczyk, weterynarz z Milanówka: - Leczyłam te psy, odkąd były szczeniakami. Pamiętam je jako niezwykle łagodne, dobrze usposobione do ludzi i świetnie wychowane. Nigdy podczas zabiegu nie zachowały się względem mnie agresywnie - podkreśla. I dodaje: - Nawet najłagodniejsze psy są przerażone i niespokojne, kiedy się zgubią. Do schroniska trafiają właśnie w takim stanie. I personel musi sobie z tym radzić. W przeciwnym razie trzeba by usypiać prawie każdego psa - uważa Grażyna Polańczyk.

Uśpienie to powinna być ostateczność

Fundacja Emir dostawała od urzędu Milanówka 5 tys. zł miesięcznie za odłów, chipowanie, sterylizację i przechowanie zwierząt. - A my musieliśmy płacić za ich leczenie i utrzymanie aż do adopcji - twierdzi szefowa schroniska.

- Dlatego taniej było im usypiać psy od razu - uważa proszący o anonimowość członek Związku Kynologicznego.

Jarosław Żarkiewicz chciał zabrać martwe psy dzień po uśpieniu, żeby je pochować. - Pani Sroczyńska odmówiła - denerwuje się.

- Jak mamy zgon, to natychmiast przyjeżdża firma utylizacyjna, która rozwiązuje ten problem. Właściciel psów zgłosił się do nas za późno - mówi na to dyrektorka z Żabiej Woli.

Właściciel uśpionych zwierząt zawiadomił prokuraturę. Sprawa trafiła do sądu. Na ławie oskarżonych zasiadły szefowa schroniska i weterynarz, która uśpiła zwierzęta.

- Byłam zbulwersowana losem tych psów. Nie było żadnych dowodów, które wskazywałyby na to, że psy były niebezpieczne dla ludzi - uważa Aneta Kawka z Prokuratury Rejonowej w Żyrardowie, która przygotowała akt oskarżenia.

W poniedziałek zapadł wyrok. - Obie panie zostały uniewinnione. Wyrok nie jest prawomocny - słyszymy od Joanny Kasickiej, rzeczniczki Sądu Okręgowego w Płocku. Dlaczego? Tego nie wiadomo, bo uzasadnienie wyroku jeszcze nie jest gotowe.

- Przyjrzymy się tej sprawie. Stwierdzenie po kilku godzinach, że psy są do uśpienia, jest co najmniej dziwne. Nawet jeśli zwierzęta były agresywne, to tym bardziej powinny przejść kwarantannę. Ideą schroniska jest to, że psy czekają tam na właściciela lub nowego opiekuna. Uśpienie to powinna być ostateczność - uważa Piotr Jaworski, krajowy inspektor Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami.

 

Źródło - Gazeta Stołeczna

Poprawiony: sobota, 28 listopada 2009 17:55